Nie wywracaj oczami!

Kilka dni temu napisałam jakże mądry post o tym, jak zrobić, co zrobić i jak się nie narobić, żeby dziecko się samo ubrało,  przygotowało do wyjścia, czy choćby do spania. Wiecie, rady mądrej mamy Moniki, sprawdzone na młodszej wersji, przetestowane, przewałkowane każdego dnia po kilka razy: na wyjście z domu, na ubranie dresu, na ubranie piżamki.

Sprawdza się. Sprawdzało. Nasze wyjścia były łatwe i przyjemne, zasypianie też nie sprawiało większych problemów, ale coś się odmieniło. I to COŚ ma już swoje własne wygórowane zdanie, którego nie przekupię nawet czekoladą.

Znacie takie dni, kiedy TRZEBA, koniecznie trzeba szybko się zebrać, wykonać wszystkie zadania w pośpiechu, bo nie ma minutki na to, żeby rozkoszować się śpiewem wróbelka na parkingu samochodowym? To właśnie był ten dzień. Od rana umówione spotkania, w międzyczasie zakupy w spożywczaku, pojechać tam i siam, załatwić to i to. Od rana napięty grafik: śniadanie, mycie, ubieranie i lecimy. Pogoda mało rozpieszczająca, ani ciepło ani zimno..

I nagle idzie taka mama. Włos rozwiany, kurtka nie zapięta, biegnie z córką na sam koniec parkingu pod spożywczakiem. Że matka nie ubrana, zrozumieć można. W rękach siaty, czasu nie ma, norma.  Ale ta córka? Bez czapki, kurtka rozpięta, we włosach wszystkie spinki, na szyi najdłuższe korale po babci, a w ręce lody o smaku gumy balonowej. Szok. Normalnie wywróciłabym oczami, jak ta kobieta obok, ale niestety to właśnie my. Też śmiałabym się w duchu na taki obraz i myślała, co to za matka tak dziecku pozwala.

Ale to ja, mama, która została pokonana przez humory dwulatki. Z domu nie mogłyśmy wyjść, dopóki nie ubrała właśnie tych jednych butów, na włosach musiała mieć wszystko, jak nigdy właśnie tego dnia zapragnęła fryzur, których ( o grozo!) nie mogła przecież ukryć pod czapką. I korale musiały być widoczne. A ten zegarek niemiłosiernie tykał, że musimy iść. Więc żeby choć raz, na spokojnie i bez awantur, wyjść z domu, właśnie tak szła. Rozwiana jak w maju.

Ze sklepu musiała wyjść z lodem.

Ma mnie w garści.

A Ty następnym razem, jak będziesz  chciała w myślach kogoś ocenić i wywrócisz mi oczami, puknij się trzy razy w łeb. Nic nie jest takie oczywiste, jak się wydaje być.

IMG_6996a

IMG_7005

IMG_7058

Sukienka – Mamunio

  • Aleksandra Kramkowska

    Szczera prawda! Ja czasem też tak przewracam oczami, a potem sobie uświadamiam, że robię podobnie i byłam taka mądra, póki na mnie nie trafiło 😛

  • http://madameblania.blogspot.com/ madame b

    Oj tak! Nie ma co oceniać jeśli nie zna się sytuacji. Też nie raz wywracałam oczami widząc np. krzyczące dziecko, ale będąc już mamą patrz na to zupełnie inaczej. Bunt dwulatka i pomysły dzieci nie znają granic 🙂

  • http://prawdziwe-piekno.blogspot.com/ Martyna P.

    nie do wiary, że taki mały Aniołek potrafi być taki humorzasty, aj.. chyba wszystkie nas to czeka 🙂

  • Lady Shepard

    Mój już od dawna nie reaguje na „masz czekoladkę”..na szczęście póki co jestem jeszcze silniejsza od niego 😛 ale widzę światełko w tunelu, bo nie odstawia ryków jak nie chcę mu czegoś kupić (a bynajmniej ryki są krótkie)..za to widzę, że zaczyna dążyć do samodzielności i w biedronce dzielnie ciągnie koszyk z zakupami i sam wybiera co kupić (ku mej uciesze pamięta także o mnie i zawsze proponuje mi zgrzewkę wody mineralnej – oprócz kawy, głównie to piję)

  • http://chichotkitrzpiotki.pl Chichotki Trzpiotki

    Ja już nie oceniam, odkąd przeżywam przedwczesny bunt dwulatka z moją 17 miesięczna Blanką. Jak później ma być jeszcze bardziej uparta, to może ja już sobie załatwię jakieś kroplóweczki z melisy. 😀

  • http://zdrowe-mysli.pl Dominika

    Haha świetny post. 😀 Co do: zanim ocenisz, puknij się w łeb. Ostatnia sytuacja ze mszy. Modlitwa, wszyscy na kolanach, cisza jak makiem zasiał. Jakiś 6letni chłopiec nagle zaczyna lekko chichotać. Nie wyśmiewać coś, tylko po prostu śmiać, jak to dziecko. Za kilka chwil obca baba zaczyna go szturchać, żeby się uspokoił. W głowie dziecka za pewne już kształtuje się odpowiedni obraz Kościoła i ludzi wierzących… Po czym za kilka minut tej samej babie dzwoni telefon…

  • http://drobiazgowarupieciarnia.blogspot.com/ Justyna Wiśniewska

    Hhaha skądś to znam, zanim się ubierze to mi powie ‚nie takie’ ;D

  • http://www.kiedymamaniespi.blogspot.com/ Katarzyna O

    To ja jestem jak mama tyran, bo zawsze staje na moim. 😀 😉

  • TESTUJĄCA RODZINA

    Zazwyczaj nie ustępuje i jest po mojemu, ale zdarzają się wyjątki, że mój Syn wygrywa:-)