Mama na gigancie!

Cztery lata temu, kiedy trochę drżałam z przerażenia, jednocześnie na przemian ciesząc się i płacząc w poduszkę, nawet w jeden setnej części nie przypuszczałam, jak bardzo zmieni się  życie, kiedy na świat przyjdzie moja córka. Wiedziałam, że będzie pięknie, wiedziałam, że będzie ciężko, że będą dni, w których liczenie do pierdyliona nie przyniesie skutku i wiedziałam, że będzie mnóstwo przepłakanych nocy. Byłam nastawiona na zmęczenie, na przypływy energii, na wzloty i upadki. Nie wiedziałam, że Ona nie tylko zmieni moje życie, ale najprościej w świecie: stanie się moim życiem. Całym.

Brzmi banalnie? Może odrobinę, ale przyznaj mi rację, od czasu urodzenia dziecka, nie ma minuty, w której o nim nie myślisz. Nie ma sekundy, w której nie drżysz o jego zdrowie, nie ma takiej, w której nie zastanawiasz się, co robi, czy jest zdrowe i szczęśliwe. Z momentem pojawienia się dziecka na świecie, umysł matki wchodzi w nowy tryb działania, a w głowie tworzy się nowa zakładka: dziecko.

Miałam to szczęście, że po urodzeniu Liwii, mogłam spędzać z nią każdy dzień, aż do momentu, kiedy została przedszkolakiem. Przyzwyczaiłam się do wspólnych poranków, śniadań, zakupów, zabaw i spędzania właściwie 24 godzin razem. Nie było miejsca, w które ze mną nie poszła, każda kawka z przyjaciółką, była w towarzystwie mojej małej córeczki, wypad do kosmetyczki- z Liwią u boku. Zawsze i wszędzie- razem.

I nadeszło przedszkole…

Przez pierwsze dni, ba, tygodnie nawet, do 10 miałam zrobione wszystko, dom błyszczał, zupa gotowała się na piecu, praca ogarnięta i gotowa do robienia, a ja zastanawiałam się, co tu począć z resztą dnia? Usiąść? Prasować? Dalej sprzątać? Obiad na kolejne dni? A może płakać? Ostatnią rzeczą o jakiej pomyślałam, to ja.  Nawet na ułamek sekundy nie przyszło mi do głowy, że może by tak coś dla siebie, może książka, kawa, albo zwyczajne malowanie paznokci. No bo jak to? Oddałam dziecko do przedszkola i mam święty spokój? Olaboga, w życiu. To nie przystoi matce!

Mój pierwszy wyskok w samotności do sklepu, odczułam jak bycie na gigancie. Wolne ręce, nikt się nie plącze, wolna głowa i tylko ja i wieszaki sklepowe, przymierzalnia, cisza, spokój i samotność. I nikt na mnie nie patrzył. Raj. No raj. Potrzebowałam chwili na ogarnięcie nowej rzeczywistości. I nie, wcale na starą nie narzekam, nawet twierdzę, że w życiu nie zamieniłabym czasu z dzieckiem na cokolwiek innego. Ale zaczęło być inaczej i zaczęłam wyciągać troszeczkę czasu dla siebie!

Wiecie, co robię, gdy nikt na mnie nie patrzy? Olaboga, co tam się nie dzieje, figle, harce i …

… latanie na mopie! Taaak, uwielbiam sprzątać, kiedy nikt mi się nie kręci po domu, kiedy mogę sobie puścić na cały regulator muzykę i myć podłogi z wiarą, że nikt nie narobi mi śladów, nie wpadnie w poślizg, a panele w spokoju wyschną… i będą cieszyć moje oczy, aż do powrotu reszty lokatorów (niekoniecznie podzielających uwielbienie do czystej podłogi ;)).

Korzystając z chwili samotności obdzwaniam wszystkie koleżanki, tylko po to, żeby w ciszy i spokoju poplotkować, bez odpowiadania na pytanie: a kochanie gdzie jest? A mamusiu podaj… Nadrabiam najnowsze newsy z okolicy zawsze przez telefon, bo chociaż w dzisiejszych czasach kontakt mamy na co dzień, nie ma to jak solidne 30 minutowe plotkowanie przez telefon 😉

Odmóżdżam się przy serialach! Jestem typową babą, uwielbiam seriale. Są takie tytuły, które seriami przerabiam od pierwszego do ostatniego odcinka, po kilka razy i dalej mi się nie nudzą. Intrygi, miłości, plotki, ploteczki, śluby i rozstania. Czasami taka godzinka przy ulubionym filmie, to lepszy relaks, niż popołudniowa drzemka! Teraz wpadłam w nową sieć: Orange is the new black! Znacie? Jeżeli nie, to polecam!

Wykorzystuję czas na zapomniane pasje. Bo  z biegiem lat wszystko się zmienia, zaczynamy interesować się innymi rzeczami, mamy nowe pasje i wciąga nas zupełnie coś innego. Ale w głębi duszy gdzieś się jeszcze tli to, co kiedyś z zaangażowaniem robiliśmy. Ja uwielbiałam jazdę na rolkach, którą niefortunnie gdzieś porzuciłam w wirze codzienności. I  nagle odzywa się do mnie taka Iwonka (ohdeerblog.com) i mówi, że rolki miała na nogach raz w życiu – 20 lat temu, i że chce się nauczyć jeździć – tylko tak, żeby nie była cała połamana…

Dawno się tak nie ubawiłam, jak w tą godzinkę z wariatką na rolkach. Ja, po 5 latach przerwy, jak mały paralityk, Iwona – pierwszy raz kółka na nogach… jeżeli ktoś z boku nas obserwował, to zdecydowanie miał kabaret na żywo. Dwie matki polki, wyrwane z domowych pieleszy, odziane w piękne, sportowe stroje… i wywracające się co trzeci krok. Cyrk na kółkach! To było totalnie rewelacyjne oderwanie od rzeczywistości!

Rolki – Decathlontutaj!

Kask – Decathlontutaj!

Legginsy- tutaj!

Koszulka – tutaj!

Iwonka napisała też kilka słów o tym, co robi gdy nikt nie patrzy, więc pędźcie poczytać i na kolejną porcję zdjęć naszych wygibasów – tutaj! 

A Ty, co robisz, kiedy masz czas tylko dla siebie?

 

 

  • Danuta Brzezińska

    Wspaniale, że potrafisz korzystać z wolnych chwil i przeznaczać je dla siebie.

  • http://bookmoment.pl/ bookmoment

    Najważniejsze, aby odnaleźć własną harmonię, wówczas wszystko nabierze barw. Swoją drogą robienie czegoś gdy nikt nie patrzy jest najlepsze 😉

  • http://wodoodporna.blogspot.com/ Marta Kamińska

    Jak dobrze, że wspólnie z Iwoną w wirze codzienności nie zapominacie o tym, by zadbać też o samą siebie! To niesamowicie ważne!! 🙂

  • http://www.mamabalbinka.pl Katarzyna Balbierz

    A ja wręcz kocham sprzątać z synkiem 🙂

  • matka testerka

    och nie jeździłam na rolkach milion lat! Ciesz się spokojem i rób to co sprawia Ci radość! Matka tez człowiek! 🙂

  • http://vamily.pl Karolina | Vamily.pl

    Obrabiam zdjęcia, leżę i macham nogami, oglądam netflixa, delektuję się kawą, czytam przewodniki… fajny tekst 🙂

  • http://ladymamma.pl ladymamma.pl

    Oj na rolkach bym również chętnie pojeździła…!
    Ja w „wolnych” chwilach piszę, czytam, latam ze ścierą ;p, szyję poduszki, urządzam sobie domowe spa!;D