Dzieciaki i angielski w sieci

Kilkanaście (o nie, kilkadziesiąt!) lat temu, kiedy ja zaczynałam swoją edukację, angielski jako taki zaczynał się w zerówce. Były zabawy, rymowanki, pierwsze słówka. Dziś obserwuję, że coraz mniejsze dzieci potrafią rozmawiać w obcym języku, a dużo z nich jest od małego wychowywana w dwujęzycznych rodzinach? Czy to ma sens?

OCZYWIŚCIE! Jest to udowodnione naukowo, że mózg dziecięcy jest chłonny, jak gąbka i to najlepszy czas na przyswajanie wiedzy. Poprzez ciągłe dostarczanie nowych informacji, stymulujemy pracę mózgu, a co za tym idzie jego rozwój, dlatego dzieciaki do 7 roku życia są w stanie w bardzo krótkim czasie nauczyć się perfekcyjnie języków obcych. To zaowocuje w przyszłości, ponieważ maluchy będą zapoznane i osłuchane z językiem.

Sami widzicie, jesteśmy dosłownie otoczeni przez angielskie słówka, zwroty, które wkradły się w każde możliwe miejsce. To podstawa, bez której ciężko sobie wyobrazić funkcjonowanie. Znając angielski dogadamy się z każdym i dzięki temu, świat mamy na wyciągnięcie ręki: możemy podróżować, poznawać ludzi z każdego zakątka ziemi, buszować po internecie, czytać co tylko nam się podoba, bo nie ogranicza nas bariera językowa.

I tu pojawia się ważne pytanie: jak nauczyć dziecko języka obcego? Odpowiedź jest banalna: przez ZABAWĘ, ZABAWĘ i jeszcze raz ZABAWĘ. Nie ma nic gorszego, niż zmuszanie do nauki, ponieważ przyniesie to zupełnie odwrotny efekt, a nasze dziecko szybko się zniechęci. Siedzenie i słuchanie monotonnych regułek jest zwyczajnie nudne, dlatego warto włączyć do tego i obraz, i dźwięk, i książki, i zabawki. Jeżeli zainteresujemy czymś malucha, to już połowa sukcesu!

U nas w domu, od małego, pojawiało i pojawia się wiele książek, zabawek i gadżetów, które język angielski miały Liwii pokazać. Niektóre z lepszym, niektóre z gorszym skutkiem- ale, jako, że traktowałam i traktuję to, jako zabawę, nie było nigdy u nas „zmuszania” do nauki.

Ale czas leci, a z małego bobasa, zrobiła mi się całkiem duża i mądra panienka, dla której szkoła i lekcje stały się bardzo ważne. Dorosła już do momentu, w którym chce się uczyć i jak najwięcej wiedzy przyswoić.

I mówię tu o wiedzy różnej, nie tylko językowej, ale ogólnodostępnych zajęciach pozalekcyjnych. I tak, przeszyłyśmy przez balet, aż do tańca nowoczesnego, w międzyczasie niemal 1,5 roku basenu, w głowie pomysł na gimnastykę artystyczną, a „może jeszcze gra na pianinie mamo?”. A tydzień krótki… a wszędzie daleko, a mama też chce odpocząć.

Kiedy wykiełkował w głowie Liw pomysł na język angielski, miałam totalnie mieszane uczucia, bo z jednej strony- nie może być nic lepszego, niż chęć dziecka do nauki, zwłaszcza języka obcego, który teraz jest tak powszechny. A z drugiej strony perspektywa kolejnego dnia w rozjazdach na zajęcia dodatkowe- ta skutecznie odpychała mnie od zapisania jej na cokolwiek.

Od czego jednak jest internet, jak nie od znalezienia najlepszej odpowiedzi na swoje problemy? I tu chcę się z Wami podzielić moim najnowszym odkryciem, jakim są lekcje języka on-lineWystarczy komputer, internet i 25 minut z naszego czasu.

Kilka tygodni temu dowiedziałam się o Novakid, poczytałam, popatrzyłam, jak uczą się inne dzieciaki, ale byłam dość sceptyczna wiedząc, że takie lekcje wymagają otworzenia się na rozmowę z bądź, co bądź, obcym człowiekiem. Ale, jako, że pierwsza lekcja jest bezpłatna, stwierdziłam, że nic nie tracimy a mogę tylko zyskać i coś mi się wydaje, że to był strzał w 10!

Dzień, godzinę i miejsce lekcji wybieramy sami, dlatego oszacowałam mniej więcej godzinę drzemki Kajtusia, po to, by móc usiąść koło Liwii i z zaciekawieniem się przyglądać, ale też wspierać ją w momencie, kiedy takiego wsparcia by potrzebowała, czy to w sferze językowej, czy po prostu mojego uśmiechu i cichego okrzyku zadowolenia, kiedy zadanie poszło jej bardzo dobrze! 🙂

To jest takie wygodne! Wszystko w swoim własnym domu, na swoim sprzęcie (komputer i tablet), bez konieczności ubierania ciepłej kurtki i wędrowania przez zaspy na lekcję angielskiego 😉 Sama lekcja trwa około 25 minut, a w razie potrzeby można ją lekko przedłużyć.

Novakid to szkoła języków online, co jest ogromnym plusem, bo dziecko może poświęcić czas na naukę języka angielskiego o dowolnej porze dnia- oczywiście wcześniej taką lekcję umawiając w harmonogramie. Wszyscy nauczyciele są anglojęzyczni, ale nie martwcie się, nawet dziecko, które nie porozumiewa się w tym języku, spokojnie na lekcji się odnajdzie, ponieważ oprócz samej mowy, nauczyciele używają szereg gestów i nauczają „całym ciałem”. Niezwykle ważna jest mimika, reakcje, przybijanie piątki, okrzyki, a nawet tańce radości 🙂

Pierwsza lekcja była najtrudniejsza, bo był to moment w którym po pierwsze Liwia musiała się w pełni skoncentrować, nauczyć poleceń, które powtarza nauczyciel, a po drugie przełamać do rozmowy. Ale dzisiaj widzę, że dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Na początku miałam ochotę jej wszystko podpowiedzieć i wyprowadzić z opresji, ale wiecie co było najlepsze? Że nawet w chwili, kiedy się zacięła, nie potrafiła nic powiedzieć, nauczycielka tak wyprowadziła rozmowę, że się dziewczyny dogadały 🙂

Kolejne lekcje idą znacznie lepiej. Liwia jest otwarta na rozmowę, już nawet nie patrzy w moją stronę, kiedy czegoś nie rozumie, weszła w większą interakcję z nauczycielką. A tą też sobie sama wybrała. Nauczycieli można poznać przed lekcją, mają swoje krótkie filmiki, w których opowiadają o sobie. Myślę, że nawet ton głosu gra tu dużą rolę. I tak, aktualnie zostały z nami dwie nauczycielki, które najbardziej przypadły Liwii do gustu.

Novakid zaleca, żeby zajęcia odbywały się 2 razy w tygodniu i my zdecydowaliśmy się z mężem właśnie na dwie lekcje, co w sumie daje prawie godzinę zajęć tygodniowo i myślę, że jest to odpowiedni czas dla sześciolatki, która w przedszkolu również realizuje program z języka angielskiego.

Lekcje przybierają formę zabawy- składają się z piosenek, zabaw, zakreślania przedmiotów. Aktualnie jesteśmy na samym początku, Liwia poznaje rodzinę, powtarza kolory, rzeczy codziennego użytku. Najważniejsze jednak jest dla mnie to, że musi mówić, otworzyć się na rozmowę, dużo powtarzać- dzięki temu ćwiczy wymowę i akcent. Native speaker, w razie problemów, albo braku komunikacji z dzieckiem zostawia wiadomość w dole ekranu, wtedy wiem, że mam zareagować. To jest naprawdę duża frajda dla dziecka, zwłaszcza, że za każde dobrze zrobione zadanie na jego pulpicie pojawia się złota gwiazdka, taki mały motywator i rzecz która dodaje +100 do pewności siebie! 🙂

Sami lektorzy zasługują na duże brawa. Są to energiczni i pełni zapału do nauki ludzie. Każdy z nich ma swoją kolorową klasę, pełną maskotek, naklejek, zabawek, pacynek i innych przedmiotów, które do danego tematu nauki pasują, a które służą jako małe naprowadzenie na to, co dziecko ma powiedzieć. Czasami kiedy myśli odejdą na inny plan, takie właśnie gadżety ściągają maluchy na ziemię 🙂

My już jesteśmy po kilku lekcjach, po których widzę ogromy progres zarówno w języku, jak i w zwyczajnym obyciu, otwarciu się na nowe doświadczenia. Niezwykle się tego bałam, że Liwia się zatnie i będzie koniec, ale nie! Ona chce więcej i więcej, siedzi 10 minut przed każdą lekcją i czeka, kiedy pojawi się nauczyciel. Tak, jak pisałam wcześniej, ja przy pierwszej lekcji chciałam jej podpowiadać, pomagać. Teraz wiem, że najlepiej zrobić sobie kawę, cichutko usiąść w kąciku i patrzeć, podziwiać i cieszyć się z tego, że nasze dziecko przełamuje kolejne bariery językowe 🙂

Mimo, że jest to nauka, to przede wszystkim jest to dobra zabawa! Spróbujcie ze swoimi dzieciakami, pierwsza lekcja nic nie kosztuje, a przekonacie się, że zostaniecie na kolejne 5, a potem kolejne 5… tak jak my 🙂

Bawmy się językiem, bawmy się z dziećmi, a on sam, naturalnie pojawi się w ich życiu i mowie i ułatwi im przyszłość!

  • http://www.pozeramstrony.pl Paulina W.

    Fajna opcja! Podoba mi się… Koniecznie musze zajrzeć na stronkę i lepiej się zorientować w ofercie

  • https://toksycznakosmetyczka.blogspot.com Toksyczna Kosmetyczka

    Świetny pomysł na naukę języka 🙂

  • Agata Mansfeld

    najlepszy sposób na naukę czegokolwiek dla dzieciaków to zabawa. Moja siostrzenica zna podstawy koreańskiego, bo ciotka uczy ja rymowanek 😛 A do tego kilka sezonów tamtejszych dobranocek i tak to się zaczyna…. 🙂

  • http://tosimama.blogspot.com/ TosiMama

    Fajny pomysł. Ja jednak jestem zwolenniczką bardziej tradycyjnych metod i wybieram lekcje z lektorem:)