50 twarzy szarości…

50 twarzy szarości

…czyli o dobrych wyborach, ale i błędach, jakie popełniłam przy wybieraniu kolorów do naszego domu.

 

Powszechnie wiadome jest, że budowa i urządzanie to nie lada wyzwanie, przed którym stają inwestorzy. Trzeba trzymać kciuki, żeby wszystko szło poprawnie, aby na żadnym etapie budowy nie było poślizgów, a ekipy z nami współpracujące docierały na czas do pracy. Wszystko się może zdarzyć! 😊

Ale urządzanie domu, mieszkania czy nawet garażu ma jeden etap, do którego jak już dobrniemy, zaczyna się robić fajnie! I nie, nie mówię o sączeniu wina, przy rozpalonym kominku 😉, ale o etapie planowania wnętrz!

Jak ja to lubię! Farby, meble, dodatki, panele, kolory, faktury, materiały! Zwłaszcza teraz, kiedy w sklepach jest olbrzymi wybór, można dosłownie oszaleć, a z tego szczęścia i się pogubić. I tak, każdy popełnia błędy, tylko czasem ciężko się do nich przyznać. Ja wiem, że mogłam zrobić inaczej kilka punktów w domu, ale to za chwilę. Myślę, że ważniejsze są te dobre wybory, bo one inspirują 😊 A nuż, widelec, pomogą Wam podjąć decyzję dotyczącą wyboru kolorów w Waszym własnym domu!

 

Paleta kolorów – biały i odcienie szarego!

Do tej jednej sfery byliśmy praktycznie w 90 % zgodni – dobór kolorów w domu. Oboje należymy do tego typu ludzi, którzy lubią mieć w domu jasne, czyste kolory. Dużo bieli, przełamanej odrobiną szarości. I tak też postanowiliśmy, że będzie wyglądał nasz dom. Na ścianach zdecydowanie postawiliśmy na biel, która optycznie powiększyła przestrzeń i nadała pomieszczeniom lekkości.

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć – szary kolor dał radę. Wszystkie miejsca, które zaplanowałam, a zostały pomalowane na szaro, to strzał w 10.

Po pierwsze, kuchnia i salon: tu pojawiają się największe otwarte przestrzenie w całym domu, więc trzeba było też optycznie sprawić, żeby było dość jasno.

Kuchnia z założenia miała być i jest ciemna, mam na myśli meble, więc wszystkie ściany wokół i kafle też są jasne, żeby nie przytłoczyć kolorami wnętrza.

W kuchni zmieniłabym tylko jedną rzecz, a mianowicie białe kafle na podłodze. Nie wdając się zbytnio w szczegóły powiem tak: jeżeli lubicie porządek i czystą podłogę, to białe kafle Was przeczołgają 😀 Są piękne, ale za to piękno trzeba płacić bardzo wysoką cenę 😀

Jako że kuchnia jest otwarta i wychodzi na salon, spójnym dla mnie było, że ten również będzie w bieli, przełamany betonem na kominku. Zdecydowaliśmy się do wszystkich białych pomieszczeń zastosować farbę Tikkurila Optiva White.

Po drugie, sypialnia: i tu delikatnie przechodzimy do największego błędu, jaki popełniłam przy wyborze farb. Natchniona modą i pięknymi zdjęciami z portali społecznościowych, postanowiłam, że sypialnię przemaluję na butelkową zieleń. Mój mąż absolutnie nie chciał się na to zgodzić, ale po dwóch miesiącach moich próśb powiedział tylko: powodzenia. Walczyłam i wywalczyłam ten zielony na ścianie, dumna byłam z siebie niesłychanie, nie dość, że dopięłam swego, to jeszcze sama pomalowałam, pięknie wyszło, tylko… nie dało się w tych kolorach żyć! 😀 Ja wiem, że w sypialni się tylko śpi 😉, ale zasypianie i budzenie się w tym kolorze to był koszmar. Nic mi do niego nie pasowało, miałam wrażenie, że sypialnia i reszta domu, to dwa różne światy. Więc w akompaniamencie słów „a nie mówiłem”, po dwóch miesiącach butelkową zieleń przemalowałam w trybie pilnym na… no na szaro, a jak! 😊

 

Do uzyskania efektu betonu na ścianie użyłam trzech kolorów, które już pojawiały się wcześniej w domu: białego (farba Tikkurila Optiva White) oraz tonacje szarego NCS S 1500-N oraz NCS S 2000-N (farba Tikkurila Optiva Matt 5).

Po trzecie, łazienki: o płytkach, ich połączeniu i fakturach, miałam już okazję Wam pisać, ale dzisiaj, jako że podsumowuję kolory, wspomnę tylko, że neutralne kafle to najlepsze, co mogłam wybrać.

Ekstrawagancja w kolorze znudziłaby mi się po kilku miesiącach, natomiast baza kolorystyczna, czyli znów biały i szary, w połączeniu z drewnem na meblach, to uniwersalna sprawa, którą można przełamać kolorem ręcznika!

W górnej łazience znajduje się jedna ściana, która miała być pomalowana na biało, ale w ostatnim momencie zmieniłam zdanie i bardzo dobrze! Jest to ściana, na której znajduje się okno oraz kaloryfer, na którym suszone są ręczniki. Więc jest to ta część łazienki, którą chcąc nie chcąc dotyka się rękami. Na szarym kolorze nie ma ani jednego śladu.

Po czwarte, miejsca newralgiczne, czyli klatka schodowa oraz ściany w holu: pomiędzy kuchnią a salonem znajduje się wejście na piętro. Tu o białym kolorze nie było mowy. Małe paluszki wchodzące po schodach zrobiłyby szybko z tym porządek! Dlatego zdecydowałam się na piękny, jaśniutki odcień szarości, a dokładnie kolor NCS S 1500-N, natomiast farba, która została użyta to Tikkurila Optiva Matt 5. Co w połączeniu ze śnieżnobiałymi schodami, daje naprawdę fajny efekt.

Po piąte, garaż i pomieszczenie gospodarcze: użyliśmy w nim farby Tikkurila Optiva Matt 5 w kolorze NCS S 2000-N. To był znakomity wybór, ponieważ to jedne z tych pomieszczeń, które po prostu się brudzą. Samochód, rowery, wózki, błoto, kurz, majsterkowanie, naprawy, męskie zabawki, wiertarki, malowanie i tym podobne, to wszystko ma swoje miejsce w garażu. Jesienią, zimą, wiosną i latem nie da się uniknąć kurzu, błota, śniegu – zabrudzenia siłą rzeczy nanoszone są choćby z samochodem.

 

Słyszałam nie raz, że szary jest nudny! Że mdło, niefajnie! Ale nie zgadzam się z tym w żadnym stopniu. Po długim czasie mieszkania w takich barwach wiem, że była to najlepsza decyzja kolorystyczna. Przede wszystkim spójna i delikatna w odbiorze baza, do której można dodać meble, faktury i elementy w przeróżnych kolorach – zawsze będzie pasowało!

 

Jak pewnie zauważyliście, jeżeli kiedykolwiek sięgnęłam po farbę, była to tylko i wyłącznie marka Tikkurila. Cenię sobie wysoką jakość w życiu, niezależnie od tego, której dziedziny dotyczy. Wiem, że jeżeli mamy zrobić coś porządnie, to używamy do tego tylko i wyłącznie sprawdzonych materiałów i produktów, które wcześniej nas nie zawiodły. W przypadku farb sprawdziłam to kilkakrotnie, biorąc pod uwagę krycie, łatwość nakładania, trwałość.  Bezkonkurencyjnie znów postawiliśmy na farby marki Tikkurila, bo najzwyczajniej w świecie – nigdy się na nich nie zawiodłam!

I w kolejnym domu zrobię tak samo! 😊